Amerykanie mają swój przypadek nieśmiertelności jak nasz „BWP-1 case”.
Trudno może w to uwierzyć, ale mają w linii sprzęt, który wstępną gotowość operacyjną osiągnął 54 lata temu w 1971r! Mowa o zasobniku AN/ALQ-99, czyli powietrznym taktycznym systemie zakłóceń. Tak, wiem, zachowałem się jak dziennikach z podrzędnego portalu i wrzuciłem clikbait. AN/ALQ-99 w przeciwieństwie do naszych Bewupków przeszedł przez te 6 dekad szereg modernizacji, niemniej jest on jak nasz BWP-1 – chciałby odejść, ale nie może, bo nie ma następców, a ściślej mówiąc ma następcę, ale takiego trochę nie do końca. Dlaczego? Jak zwykle: to skomplikowane.

Pierwsze wersje zasobnika, a w zasadzie systemu, użyto bojowo już w 1972r. w Wietnamie na maszynach EA-6A i EA-6B Prowler (wycofany ze służby w 2015 R.I.P). Znalazł on również swoje miejsce na belkach specjalistycznej wersji F-111A, przebudowanej do EF-111A Raven (42 szt. wersji WRE), które wzięły udział w operacji El Dorado Canyon i w I Wojnie w Zatoce Perskiej (wycofany ze służby w 1998 R.I.P.). Jako, że nie było następców system zintegrowano z kolejną maszyną EA-18G Growler bazując na F/A-18.

Czy Amerykanie przegapili temat i zapomnieli o tak ważnym elemencie działań powietrznych jak elektroniczne obezwładnianie przeciwnika? Oczywiście, że nie. Jak pisałem AN/ALQ-99 był stale ulepszany (ma w sumie chyba 10 wcieleń), a w 2008r. powstały wstępne wymagania dla jego następcy. Początkowo miał nim być podobny pojedynczy system zakłóceń, ale plan zmienił się w 2011/2012r., kiedy to zdecydowano o opracowaniu trzech podsystemów: na pasmo niskie, średnie i wysokie. Dlaczego? Technika radiolokacyjna rozwijała się bardzo szybko, stosowano w niej coraz to bardziej zaawansowane rozwiązania i trzeba było opracować technologię neutralizacji najnowszych zagrożeń. Problem polegał na tym, że nie było jednego cudownego rozwiązania pokrywającego całe pasmo i brakowało technologii, które trzeba było opracować od zera. Zdecydowano się, że na pierwszy ogień pójdzie opracowanie systemu zakłóceń nowej generacji na pasmo średnie NGJ-MB Next Generation Jammer Mid-Band. Drugim w kolejce jest podsystem NGJ-LB (Low-Band) nad którym prace już się rozpoczęły, a prace rozwojowe mają zakończyć się w przyszłym roku. Wstępna gotowość operacyjna planowana jest na 2029. Ostatnim w kolejce jest najwyższe pasmo i kiedy prace nad nim ruszą oraz zakończą się sukcesem nie wiadomo. A to oznacza, że stary, poczciwy AN/ALQ-99 posłuży jeszcze przez jakiś czas i być może doczeka się już czwartego powietrznego nosiciela.

Jak to wygląda dziś w praktyce? NGJ-MB ujrzał światło dzienne już jakiś czas temu, a wstępną gotowość operacyjną osiągnął w 2024 roku. Jest nim AN/ALQ-249, który może pracować samodzielnie lub razem z dziadkiem AN/ALQ-99, co jest obecnie głównym scenariuszem użycia tego sprzętu. Growlerowi wiesza się na końcach skrzydeł zasobniki AN/ALQ-218 z szerokopasmowym odbiornikiem i systemem ostrzegania o opromieniowaniu radarowym, a na węzłach podkadłubowych instaluje się mix AN/ALQ-99 i AN/ALQ-249. Teoretycznie zasobników zakłócających może być nawet 5, ale w praktyce najczęściej widać konfigurację: 3 zasobniki AN/ALQ, dwa dodatkowe zbiorniki paliwa, dwie rakiety AIM-120 AMRAAM lub AGM-88 HARM. Wszystko zależy od misji. Skoro jesteśmy przy temacie misji. Aby taki EA-18G poleciał i zrobił co trzeba kupa ludzi na lądzie (a w zasadzie pod pokładem lotniskowca) musi najpierw tę misję przygotować. I to nie jest tak, że AN/ALQ-99 z marszu może realizować każde zadanie. Gdyby tak było pewnie nie byłoby potrzeby opracowywać jego następcy. Otóż z uwagi na szeroki zakres częstotliwości pracy (od 64 MHz do 20 GHz) zasobnik ten ma 10 różnych zestawów konfiguracyjnych (Weapons Replaceable Assemblies WRA) na 10 pasm i przed wylotem trzeba go fizycznie skonfigurować pod konkretne zadanie. Tak więc planiści muszą podzielić zadania dla poszczególnych maszyn, a personel SIL musi przygotować konkretny WRA dla konkretnej maszyny.


Jeśli przyjrzycie się zdjęciom zasobnika to zauważycie dwa ciemniejsze prostokąty w górnej części. To są wymienne nadajniki (na różne pasma), a pod nimi w ochronnej gondoli znajdują się anteny dopasowane do każdego z pasm pracy. Pomiędzy nadajnikami znajduje się moduł elektroniki kontrolujący pracę całego zasobnika oraz odpowiadający za komunikację z resztą elektroniki pokładowej. WRA składa się więc z nadajnika i anteny na konkretne pasmo częstotliwości.


W przypadku ALQ-249 jest dużo prościej, bo jest on zbudowany już w filozofii SDR, czyli większość konfiguracji wykonuje się na poziomie oprogramowania i można to robić nawet w czasie lotu. Nie ma również konieczności wymiany anten, bo zasobnik ma je w technologii AESA, czyli wiązka promieniowania formowana jest przez odpowiednie sterowanie zasilaniem elementów anteny i można ją dopasowywać do różnych zakresów częstotliwości.
Dla wzrokowców: jak odróżnić dziadunia ALQ-99 od wnusia ALQ-249? Po nosie. 99 ma na nosie śmigiełko napędzające generator prądu (cholerstwo potrzebuje aż tyle energii, że dostało własną pokładową elektrownię wiatrową). 249 dostał szczura RAT, czyli Ram-Air Turbine, która ma ruchome kanały otwierane w czasie pracy turbiny kierujące na nią strugi powietrza. Poza tym 249 ma bardzie opływowy kształt i z daleka wygląda jak zbiornik paliwa.
Podsumowując AN/ALQ-99 pomimo sędziwego wieku nie ma jeszcze szans na przejście na zasłużoną mundurową emeryturę i nieprędko zostanie stypendystą WBE. Nie wiadomo jak potoczą się prace nad NGJ-LB i kiedy wejdzie on do służby. Może okazać się, że dziadek ALQ-99 przejdzie kolejną modernizację w zakresie właśnie najniższych częstotliwości i zostanie zintegrowany z kolejnym płatowcem (jakim?). Jak widzicie nie tylko naszym BWP-1 nie dają odejść.




