Nowe narzędzia w rękach pododdziałów EW US Army?
CX2 to młoda firma koncentrująca się na rozwiązaniach w dziedziny walki radioelektronicznej we wszystkich domenach. Jak sami piszą (i słusznie) spektrum elektromagnetyczne to dziś pole walki. Jak dla mnie to kolejna domena, ale na to samo wychodzi.
Jak przystało na nowoczesną firmę z tej branży koncentrują się na rozwiązaniach autonomicznych, zwanych potocznie dronami. Nic dziwnego, jak przejrzycie CV założycieli firmy to pojawiają się w nich epizody w takich firmach jak Raytheon, Boeing, Episrus, Spartan, SpaceX. Jest też dwóch byłych wojskowych, czyli panowie doskonale wiedzą co i jak oraz jakie są wymagania użytkowników.
Na ich stronie można znaleźć dwie zabawki dla wojskowych: VARDIS i WRAITH. Ten pierwszy jest mniejszy, czyli ten drugi będzie większy. Oba służą do tego samego: lokalizowania źródeł promieniowania elektromagnetycznego, lub jak kto woli fal radiowych. W Vardisie nie jest najważniejszy BSP, bo jest to „zwykły” czterowirnikowy BSP, zwany popularnie dronem FPV. W tej roli możecie użyć dowolnego dostępnego nośnika. To co robi całą robotę to jego ładunek, czyli głowica Vardis, która wykrywa, klasyfikuje i namierza sygnały radiowe. Jako że jest to rozwiązanie dedykowane dla niskich szczebli taktycznych azymut na wykryte źródło jest nakładany na obraz z kamery BSP, a operator po prostu leci „po nitce do kłębka” celem wizualnej identyfikacji i potwierdzenia oraz lokalizacji obiektu. W opisie podają jako jedno z zastosowań dla służb bezpieczeństwa na imprezach masowych czy przy ochronie infrastruktury krytycznej, czyli typowe dziś dual-use dla takich technologii. Z czegoś trzeba żyć.
Dla spełnienia kronikarskiego obowiązku: waga głowicy to 0,54 kg, kształt sześcianu o boku ok 14 cm, a zapotrzebowanie na energię jest poniżej 10W, przy czym zasilanie może wahać się od 5 do 28V.
Jak przystało na nowoczesną firmę z tej branży koncentrują się na rozwiązaniach autonomicznych, zwanych potocznie dronami. Nic dziwnego, jak przejrzycie CV założycieli firmy to pojawiają się w nich epizody w takich firmach jak Raytheon, Boeing, Episrus, Spartan, SpaceX. Jest też dwóch byłych wojskowych, czyli panowie doskonale wiedzą co i jak oraz jakie są wymagania użytkowników.
Na ich stronie można znaleźć dwie zabawki dla wojskowych: VARDIS i WRAITH. Ten pierwszy jest mniejszy, czyli ten drugi będzie większy. Oba służą do tego samego: lokalizowania źródeł promieniowania elektromagnetycznego, lub jak kto woli fal radiowych. W Vardisie nie jest najważniejszy BSP, bo jest to „zwykły” czterowirnikowy BSP, zwany popularnie dronem FPV. W tej roli możecie użyć dowolnego dostępnego nośnika. To co robi całą robotę to jego ładunek, czyli głowica Vardis, która wykrywa, klasyfikuje i namierza sygnały radiowe. Jako że jest to rozwiązanie dedykowane dla niskich szczebli taktycznych azymut na wykryte źródło jest nakładany na obraz z kamery BSP, a operator po prostu leci „po nitce do kłębka” celem wizualnej identyfikacji i potwierdzenia oraz lokalizacji obiektu. W opisie podają jako jedno z zastosowań dla służb bezpieczeństwa na imprezach masowych czy przy ochronie infrastruktury krytycznej, czyli typowe dziś dual-use dla takich technologii. Z czegoś trzeba żyć.
Dla spełnienia kronikarskiego obowiązku: waga głowicy to 0,54 kg, kształt sześcianu o boku ok 14 cm, a zapotrzebowanie na energię jest poniżej 10W, przy czym zasilanie może wahać się od 5 do 28V.
Drugi z produktów CX2, czyli ten większy Wraith to już cała platforma, ale zmiana czterowirnikowa na inny i przekładka komponentów to nie jest coś niewykonalnego. Na BSP mamy zamontowane cztery anteny i moduł elektroniki, ale główną różnicą w stosunku do Vardis’a jest jego samodzielność i zdolność do lotów w warunkach silnej degradacji sygnałów GNSS. Zadanie ma to samo, co jego mniejszy kuzyn, ale projektanci wyciągnęli wnioski z Ukrainy i całkiem słusznie założyli, że w strefie walk poleganie na sygnałach nawigacji satelitarnej nie zawsze jest najlepszym wyborem. Wraith ma najwyraźniej na pokładzie zwielokrotnione systemy nawigacji, wzmocnione algorytmami maszynowymi i potrafi precyzyjnie nawigować nawet w środowisku z fałszywymi sygnałami GNSS.
Waga zestawu to 14,5 kg, a czas lotu max 45 min. Jest to zatem zdecydowanie narzędzie do wykorzystania na niskim poziomie taktycznym.
W trakcie dwóch tygodni ćwiczenia Ivy Mass w Fort Carson w Kolorado pluton WRE z 3ABCT/4ID US Army testował Wraith’a w tym, w czym jest on najlepszy, czyli w autonomicznych lotach i wykrywaniu źródeł fal radiowych przy zdegradowanym sygnale GPS.
Warte są tu podkreślenia dwie kwestie: samodzielność oraz łączenie rozpoznania elektronicznego z obrazowym na jednej platformie. Wraith, podobnie jak Vardis, łączy obraz pozyskany ze spektrum fal radiowych z obrazem w paśmie widzialnym czy podczerwieni, a jednocześnie nie potrzebuje operatora do lotu czy identyfikacji celów. Robią to automatycznie algorytmy maszynowe przesyłając do stacji kierowania i dalej na SD do sztabu gotowe wyniki rozpoznania. Takie podejście do projektowania systemów jest dziś bardzo ciekawe z dwóch powodów. Po pierwsze wyszkolenie operatora zajmuje dużo mniej czasu. Musi się on nauczyć jak wyjąć drona z pojemnika transportowego, przygotować go do startu, w tym klikania w aplikacji punktów na mapie, podpięcia łączności i naciśnięcia „START” na ekranie laptopa. Po drugie system sam dokonuje analizy zebranych danych i „wypluwa” z siebie gotowe opracowanie w postaci lokalizacji zidentyfikowanych obiektów. Jest to cecha, której nie możnie nie doceniać. W środowisku, w którym sztab i dowódcy zalewani są coraz to większym strumieniem informacji zastosowanie algorytmów maszynowych, czy jak kto woli sztucznej inteligencji, jest po prostu koniecznością, bo człowiek nie jest już w stanie skutecznie przetwarzać zbieranych danych.
Amerykanie sami przyznają się między wierszami, że do tej pory walczyli w środowisku, w którym przeciwnik nie posiadał żadnych wyszukanych systemów WRE i trochę przyzwyczaili się do „dobrego”. Wojna w Ukrainie uświadomiła im, że muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: jak mam znaleźć radary czy stacje zakłóceń przeciwnika i je zneutralizować w środowisku pozbawionym sprawnie działającego GPS zanim wyrządzą one mi krzywdę?
Nasuwa się pytanie: dlaczego my nie testujemy takiego sprzętu w WP? Tym bardziej, że mamy naszego krajowego producenta moim zdaniem przygotowanego do zrealizowania analogicznego projektu. Spółka spin-off Politechniki Warszawskiej XY-Sensing ma w swojej ofercie powietrzny emulator celów XY-IFTE generujący fałszywe obrazy na ekranach radarów. Wprawdzie jest to druga strona medalu, ale założę się, że w przypadku wyrażenia zainteresowania ze strony MON byliby w stanie w krótkim czasie opracować odpowiednik takiego Wraith’a czy Vardis’a.
Gdzie jest problem? W podejściu SG WP i MON do tematu, bo jak doskonale wiemy WP nie jest od mówienia przemysłowi co ten ma produkować. Dla mnie zupełnie nie zrozumiałe, tym bardziej, że nie mamy u siebie firm zbrojeniowych kalibru MDBA czy Raytheon, które wydają krocie na swoje oddziały B+R (nie mylić z naszym monowskim B+R, czyli bierz i remontuj).
Drugim problemem są nasze struktury jeśli chodzi o Wojska Lądowe. Nie wiem czy wychwyciliście, ale w tekście pojawił się brygadowy pluton WRE. W naszych brygadach WRE istnieje jedynie w postaci etatu w sekcji rozpoznania S-2, najczęściej wakujący lub obsadzony przez człowieka nie posiadającego stosownej SW. Podobnie jest w dywizji.
Linki do stron producentów
https://www.cx2.com/
https://www.xysensing.com/pl/xy-active/
