4.8
(19)

Świat ciekawostek z dziedziny
radiokomunikacji
i walki radioelektronicznej

Co kryje się pod pojęciem spektrum elektromagnetycznego?

4.8
(19)
4.8
(19)

Czy leci z nami łącznościowiec, czyli jak doprowadzić do katastrofy i jeszcze się z tego cieszyć.


Na początku listopada JANES opublikował informację o planach zbrojeniowego giganta zza oceanu L3Harris dotyczących produkcji wspólnie z Centrum Techniki Morskiej (CTM) nowej radiostacji RF-9820S Widmo. Radio ma być rozwijane wspólnie z polskim przedsiębiorstwem i być gotowe już w 2026 roku. Co ciekawe amerykanie nie chcą ograniczać się do małoskalowej produkcji i ambitnie zakładają popyt na poziomie 6 tysięcy sztuk rocznie. Zakładam, że produkcja ta będzie skierowana głównie na nasz rynek i jest efektem wieloletnich kontaktów naszego MON z L3Harris. Amerykanie są obecni na naszym rynku już od dawna i mają ewidentnie chrapkę nie na kawałek tortu, a na lwią jego część.

Co się kryje za kodową nazwą RF-9820S?

Jak wynika ze słów prezesa telekomunikacyjnej gałęzi L3Harris’a Samira Mehta radiostacja RF-9820S ma być opracowywana i rozwijana wspólnie z gdyńskim CTM. Tu zapala się pierwsza lampka ostrzegawcza. Na stronach giganta z Florydy można znaleźć materiały reklamowe na temat radiostacji AN/PRC-171, dla której drugą kodową nazwą handlową jest… RF-9820S. Obie radiostacje opatrzone są nagłówkiem „NON-TYPE 1 Compact Team Radio”. Co to oznacza? TYPE 1 to amerykańskie oznaczenie nadawane przez NSA dla algorytmów szyfrujących/sprzętu, które uzyskały certyfikat bezpieczeństwa pozwalający na przetwarzanie informacji niejawnych do klauzuli TOP SECRET (wyżej się nie da). Czyli potencjalnie „polskie” WIDMO nie będzie mogło przekazywać informacji o tak wysokiej klauzuli. Ktoś powie „Ale po co na tak niskim szczeblu jak drużyna/pluton/kompania tak wysokie klauzule informacji niejawnych?” W sumie racja, bo 99,9% użytkowników na tym szczeblu w życiu takich informacji nie zobaczy/usłyszy. Nie ułatwia to jednak roboty człowiekowi odpowiedzialnemu za zaplanowanie systemu łączności (to jest jednak temat na całkiem inny wpis).

Radiostacja RF-9820S / AN/PRC-171 (zdjęcie L3Harris)

Strona producenta - AN/PRC-171 (RF-9820S) NON-TYPE 1 Compact Team Radio | L3Harris® Fast. Forward.

No to jak to jest z tą zapowiedzią wspólnego opracowania RF-9820S skoro Amerykanie mają ten sprzęt już w swojej ofercie? Po drugie nikt na świecie nie jest w stanie opracować nowego radia w przeciągu kilku miesięcy. Tak więc słowa prezesa Samira Mehta możemy sobie wsadzić między bajki braci Grimm, a wiersze Brzechwy i Tuwima. CTM najwyraźniej będzie montownią amerykańskiej radiostacji. Wszystko to tani chwyt marketingowy mający zamydlić oczy polskiemu podatnikowi.

Dlaczego AN/PRC-171 vel RF-9820S nie ma certyfikatu NSA?

Nie do końca jest to prawda, bo jeden z opcjonalnych waveformów (WF) opracowany przez L3Harris o nazwie Wraith™ w broszurach tego producenta jest oznaczany jako „TYPE 3 and High Assurance” czyli coś niżej niż nasze „ZASTRZEŻONE” lub „NATO RESTRICTED” (czytaj wyżej "Co to za tajemniczy TYPE 1?")

Skoro już ruszyłem temat WF, to warto go podrążyć głębiej, bo jest tu mała ciekawostka. Po pierwsze w tabeli z danymi taktyczno-technicznymi mamy nagłówek „Opcjonalne waveformy i tryby pracy”. Wygląda na to, że potencjalny nabywca wybiera sobie jeden/kilka z pięciu dostępnych WF (za każdy buląc extra kasę), a na liście mamy dostępne: UHF Line of Sight (ULOS) czyli analogową łączność przy widoczności anten z modulacjami AM lub FM, Wraith™ czyli wspomniany wcześniej WF autorstwa L3 oraz TSM™ 6.1, TSM™ 6.2 i Katana™, które są WF opracowanymi przez zewnętrzną amerykańską firmę TrellisWare. (TrellisWare ma w swojej ofercie zarówno radiostacje jak i WF, które sprzedaje m.i. L3Harris, Thales czy Ultra.)

Co ciekawe w radiostacji AN/PRC-163, która jest bogatszą kuzynką 171 z tych pięciu WF dostępny jest tylko Wraith™ i to w dodatku jako opcja. Jest również WF od TrellisWare (też jako opcja), ale w wersji TSM-X™, czyli niekompatybilny z TSM™ 6.1 i 6.2.

Podsumowując po ludzku (bo widzę, że się trochę zapędziłem w technikalia) to ewentualna kompatybilność z Amerykanami (tak promowana przy wyborze sprzętu dla WP) będzie zachowana jeśli my i wojownicy Wuja Sama postanowimy wgrać do radiostacji WF Wraith™, który przypomnę zapewnia ochronę informacji jawnych na poziomie TYPE 3. Trochę słabo to wygląda jak na hucznie reklamowaną interoperacyjność z sojusznikami. Wprawdzie bezpośrednio nie da się tego podsłuchać, ale nawet na poziomie taktycznym niezbędnym minimum jest „NATO RESTRICTED”.

Jak dla mnie to już w tym momencie promowanie RF-9820S jako podstawowej radiostacji szczebla taktycznego w SZ RP jest mocno dyskusyjne, a jest jeszcze jeden kwiatek przy tym kożuchu. Zerknijmy w zakres częstotliwości i co widzimy? Radiostacja pracuje od 225 MHz do 2600 MHz. Można powiedzieć „fajna nowoczesna radiostacja pracująca w zakresie UHF”, bo na wyższych częstotliwościach można „wydusić” szybsze transmisje danych (patrz telefonia komórkowa). Trzeba pamiętać, że nie całe pasmo będzie do użycia, bo jest w nim sporo cywilnych częstotliwości zarezerwowanych dla różnych instytucji (choćby pasm GSM czy łączności satelitarnej), ale to i tak pokaźny zakres częstotliwości. Fajnie, ale jest jeden problem. Do niedawna standardem w wojskowej łączności taktycznej było podpasmo VHF 30-88 MHz i na takim zakresie pracuje obecnie większość radiostacji w WLąd WP. Jakoś mi się to nie spina i WIDMO będzie mogło komunikować się ze starszą generacją radiostacji starym wojskowym sposobem: widzę cię na 5, słyszę na 2. Wygląda mi to na celowe zagranie producenta mające zmusić nas do jak najszybszej wymiany całej łączności na nowe radia. No i wyjaśnia się zagadka planowanej produkcji na poziomie 6 tysięcy sztuk rocznie. Tylko nie ma na świecie takiej armii z wystarczającym budżetem do realizacji takiego zadania. A przypomnę, że budżet naszego MON już mocno trzeszczy w szwach i raczej czekają nas cięcia wydatków niż dokładanie nowych.

Jeszcze gorzej jest jak porówna się dane taktyczno-techniczne tej radiostacji z jej bogatszą kuzynką AN/PRC-163, która przechwala się w broszurach reklamowych certyfikatem NSA. Nie dość, że 163 ma bogatszy zestaw WF (a ma ich 7 podstawowych oraz 13 opcjonalnych), to jeszcze pracuje ona w zakresach częstotliwości 30-512 MHz (w siedmiu podpasmach) oraz 225-450 MHz i 1300-2600 MHz. Tak więc przy ewentualnej współpracy na polu walki z Amerykanami nie koniecznie będziemy słyszeć to, co będą oni nadawali, bo wystarczy, że ktoś odpowiedzialny za przygotowanie planów łączności nie uwzględni ograniczeń AN/PRC-171 vel RF-9820S. W najgorszym wypadku pryncypalni Amerykanie powiedzą: sorry Winnetou, ale wasze radyjka nie spełniają wymagań bezpieczeństwa i nie włączymy was do naszych sieci radiowych.

Jak dla mnie to RF-9820S jest amerykańską odpowiedzią wynikającą z bolesnych doświadczeń ostatnich lat. Nie dość, że jeden z wysoko postawionych pracowników L3Harris (Peter Williams ) wyniósł i sprzedał Rosjanom cholernie ważne materiały, to jeszcze na domiar złego trochę ich sprzętu z rodziny Falcon III wpadło w łapy kacapów na Ukrainie. Zatem RF-9820S jest takim bieda-radyjkiem dla sojuszników, nie za bardzo naszpikowanym najnowszymi algorytmami szyfrującymi i oprogramowaniem, którego utrata nie koniecznie mocno zaboli US Army. Nawet jak przeciwnik przejmie takie radio to i tak nie wejdzie w sieci amerykańskie, bo nie będzie miał dostępu odpowiednich WF.

Kto ciśnie na zakup tego sprzętu?

No właśnie, kto w WP jest tak wielkim entuzjastą tej radiostacji, że L3Harris otworzył aż drugie biuro w Polsce i podpisał porozumienie z gdyńskim CTM? Wiewiórki ćwierkają, że siedliska zła wbrew pozorom nie należy szukać w Zarządzie P-6 SG WP, ale w DKWOC, a konkretnie w osobie gen. bryg. Chmielewskiego. Jak to możliwe, skoro za planowanie rozwoju systemów łączności odpowiada P-6? To są uroki naszego systemu dowodzenia, przenikania się kompetencji i rozmywania odpowiedzialności pomiędzy kilkoma dowództwami. Tak się składa, że DKWOC odpowiada między innymi za przygotowanie systemów teleinformatycznych (w tym tych radiowych) do certyfikacji bezpieczeństwa.

Z całym szacunkiem do wiedzy i dorobku naukowego gen. Chmielewskiego, zapewne w dziedzinie budowy systemów IT czy sztucznej inteligencji jest to wysokiej klasy specjalista, ale mam wrażenie, że w swoich rozważaniach odnośnie przyszłego systemu taktycznej łączności WP popełnił on dwa zasadnicze błędy:

- założył, że musimy posiadać zdolność do wymiany informacji z Amerykanami, a nie ogólnie z NATO (ESSOR się kłania) i to nawet na najniższych szczeblach dowodzenia;

- nie wziął zupełnie pod uwagę interesu narodowego i zagrożeń, jakie wynikają z uzależnienia się w bardzo dużym stopniu od zagranicznego producenta w dziedzinie systemów łączności.

Interoperacyjność w systemach łączności nie oznacza zapewnienia bezpośredniej łączności pomiędzy każdym polskim BWP Borsuk (ponoć radia L3Harris w Borsuku to też pomysł Chmielewskiego), a amerykańskim M1 Abrams. Sytuacji, gdy dowódca Borsuka będący koneserem Ducha Puszczy pędzonego na Podlasiu będzie gadał z miłośnikami kukurydzianego bimbru z Nebraski będzie na polu walki stosunkowo mało, bo batalionowych grup bojowych nie tworzy się z przypadkowych pododdziałów, ale z elementów zgranych już ze sobą w procesie szkolenia. Jeśli zajdzie już taka potrzeba, to w Borsuku znajdzie się amerykańska radiostacja lub w Abramsie wyląduje nasz Radmor czy Perad. Tak mówi doktryna łączności: wspierający zapewnia łączność do wspieranego, ten z tyłu do tego z przodu, pododdział z prawej do tego z lewej.

Po drugie kompatybilność łączności z sojusznikami powinna opierać się na wozach dowodzenia (WD), bo to przez nie będzie koordynowana walka. I to na tym elemencie powinniśmy skupić swoje wysiłki, wyposażając setki WD w radiostacje narodowe i te kompatybilne z sojusznikami oraz integratory zapewniające przepływ informacji z naszych systemów łączności do sojuszniczych w przypadków korzystania z różnych WF. W ten sposób zamiast dziesiątek tysięcy radiostacji od L3Harris będziemy potrzebowali ich kilka setek. Nie należy również zapominać o fakcie, że producent nie da nam dostępu ani do jego WF wgranego do radiostacji, ani do samego oprogramowania, co uniemożliwi nam wgrywanie własnych WF (czy to narodowych, czy to tych opracowanych w ramach ESSOR).

Niestety, ale odnoszę wrażenie, że zasady organizacji łączności na polu walki są obce oficerom DKWOC, a interoperacyjność w obszarze łączności rozumieją oni jako zakup amerykańskiego sprzętu.

DKWOC jest najwyraźniej kolejną instytucją wojskową po Agencji Uzbrojenia, która nie jest zainteresowana budowaniem potencjału polskiego przemysłu obronnego (PPO). Ja wiem, że L3Harris jest prawdopodobnie dostawcą jednych z najlepszych systemów łączności na świecie. Wiem również, że produkty polskiej zbrojeniówki odstają od światowej czołówki i wiele jest w tych firmach patologii, na czele z myśleniem, że WP jest krową, którą trzeba doić póki daje mleko. Problemem jest również to, że ani WP, ani MON i rządy od dekad nie patrzą na PPO jak na strategiczną gałąź gospodarki. Nie mamy wizji co chcemy produkować, jak do tego dojść i ile potrzebujemy na to czasu oraz środków. Do tego nasi generałowie jakoś nie mogą przekonać się do planowania strategicznego i ciągle myślą w kategoriach „tu i teraz”, zamiast „co chcemy osiągnąć za 10 lat i jak to zrealizować”. No i zamiast strategii rozwoju mamy wzajemne obrzucanie się błotem. Generalicja chce radiostacji z prędkością transmisji danych na poziomie 40 Mbit/s, a zbrojeniówka mówi, że nie ma, ale będzie miała za 5 lat. Po czym po 5 latach okazuje się, że radiostacja jest niegotowa, bo finansowanie było śmiesznie małe i nawarstwiły się opóźnienia więc WP kupuje z półki za granicą, a PPO dalej pozostaje lokalną manufakturą bez kapitału.

Może czas z tym skończyć i zacząć myśleć strategicznie? Przecież taki L3Harris nie stał się potentatem zbrojeniowym z dnia na dzień. Jego potencjał wynika z zamówień rządowych i dobrze przemyślanej polityki państwa. Może czas Panowie Generałowie i Ministrowie przestać myśleć o Gwiazdach Śmierci, a zacząć opracowywać strategię rozwoju krajowych zdolności obronnych w dziedzinach, w których mamy jeszcze potencjał i możliwości. Bo co się stanie z krajowymi producentami sprzętu łączności za dekadę? Znikną zupełnie lub zamienią się w nic nieznaczące manufaktury produkujące dla WP sprzęt liczony w dziesiątkach egzemplarzy w roku, a ośrodki takie jak CTM czy warsztaty w Żurawicy będą robiły jedynie podstawowe przeglądy i naprawy pierwszego poziomu, bo na więcej nie pozwoli zagraniczny właściciel technologii.

4.8
(19)

Czy wpis jest ciekawy?

Kliknij gwiazdki by ocenić.

Ocena średnia 4.8 / 5. Liczba głosów 19

Jeszcze nikt nie głosował. Bądź pierwszy i zgarnij kaszankę na ciepło!

Jeśli uważasz ten wpis za ciekawy...

Zapraszam na moje konto na Twitterze

Przykro mi, ale dałem z siebie całe 5%

Obiecuję poprawę.

Co mogę poprawić we wpisie/blogu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *