5
(7)

Świat ciekawostek z dziedziny
radiokomunikacji
i walki radioelektronicznej

Co kryje się pod pojęciem spektrum elektromagnetycznego?

5
(7)
5
(7)

Dlaczego dolałem oliwy do ognia przy „aferze” ESSOR?

Informacja o Decyzji 117/MON z dnia 21 sierpnia 2025r. zagotowała we mnie krew i puściły mi hamulce. Postaram się Wam wyjaśnić dlaczego tak się stało.

Zacznijmy od przypomnienia, jak dziś przesyłana jest informacja w radiostacjach wojskowych. Otóż jako że żyjemy w epoce cyfrowej to przesyłana jest ona jako sygnały dyskretne, czyli takie, które przyjmują tylko określone wartości. Kilka słów o tym było w materiale z akademii radiokomunikacji, teraz więc tylko krótka przypominajka: w przypadku mowy informacja jest zamieniana na ciąg umownych „zer” i „jedynek” w czymś, co jest nazywane przetwornikiem analogowo-cyfrowym (A/C) lub vocoderem. Współczesne radiostacje wojskowe mają obok torów audio również wbudowane tory do przesyłania „typowych” danych cyfrowych z sieci komputerowych. Tu jest trochę proście, bo wejściowej informacji nie trzeba zmieniać w żadnym przetworniku, jest już ona z natury „cyfrowa”.

Obróbka informacji w postaci cyfrowej daje niesamowite możliwości i pozwala w dalszej części toru nadawczego na robienie czarów i cudów z takim sygnałem: można go zaszyfrować, dodać mechanizmy wykrywania i korekcji błędów, wykrywania zakłóceń, zastosować modulacje utrudniające wykrycie i zakłócenie przez przeciwnika i wiele innych. Po stronie odbiorczej odwracamy tę magię i wydobywamy ze 100% pewnością oryginalną wiadomość.

Tak dla wyjaśnienia dodam jeszcze, że w „cyfrówce” wszystko jest ładnie poukładane i ma swoje miejsce oraz długość w całym ciągu "zer" i "jedynek". W różnych warstwach sieci (bo sieć teleinformatyczna jest jak cebula - ma warstwy) informacja jest dzielona na datagramy, które składają się z w dużym uproszczeniu z nagłówka i ładunku danych. Najłatwiej zrozumieć ten mechanizm śledząc drogę danych od nadawcy do odbiorcy w poszczególnych warstwach modelu OSI. Strumień informacji w warstwie transportowej dzielony jest na porcje, a do każdej z nich doklejany jest na początku nagłówek. Taki segment jest następnie przesyłany do niższej warstwy sieciowej, która robi dokładnie to samo: dodaje do już istniejącej porcji swój nagłówek i przesyła tak przygotowane dane niżej do warstwy łącza danych. Ta dokłada swoją cegiełkę i wysyła pakiet do warstwy fizycznej, która odpowiada za przeniesienie całego tego majdanu do odbiorcy. Ten proces nazywany jest enkapsulacją – dane wsadzamy w kolejne kapsułki (taka cyfrowa matrioszka) lub jak kto woli zawijamy cukierka w kolejne papierki zawierające instrukcje dla danej warstwy co ma zrobić z takim pakietem danych. Po stronie odbiorczej odczytywane są nagłówki, które mówią jak dalej postępować z pakietem. Po odczytaniu tej informacji nagłówek niższej warstwy jest niepotrzebny i jest zdejmowany z całego pakietu. Innymi słowy odwijany jest papierek z tego cukierka, czytane są instrukcje na nim zapisane, cukierek (z resztą papierków wyższych warstw)  wędruje wyżej, a papierek aktualnej warstwy jest wyrzucany do kosza.

Teraz jak wygląda podział  miejsca na dane i nagłówki w takich datagramach zależy od inżynierów opracowujących dany standard łączności. Na rynku cywilnym temat jest dość prosty, bo standardy są bardzo dobrze opisane do najmniej ważnego bitu w każdym pakiecie danych. Dzięki takiej standaryzacji wszyscy możecie czytać między innymi ten tekst, choć używacie zupełnie różnych: urządzeń z kartami sieciowymi innych producentów, systemów operacyjnych i przeglądarek – u każdego z was wyświetla się dokładnie to samo (a przynajmniej u większości).

W systemach wojskowych jest zupełnie inaczej. Niby w NATO mamy coś takiego, co nazywa się STANAG i określa co i jak ma działać, ale w dziedzinie łączności przez dekady nikt jakoś specjalnie się tym nie przejmował. Wprawdzie inżynierowie zaglądają do tych wytycznych, ale każdy dodawał w swoich systemach coś od siebie, coś zmienił, przestawił w inne miejsce, a co dokładnie pozmieniał jest jego słodką tajemnicą, co w efekcie doprowadziło do sytuacji, że radiostacje różnych producentów potrafią dogadać się między sobą tylko w trybach jawnych z modulacjami analogowymi (bo tu nie da się niczego przestawić). A transmisję bez maskowania z modulacją FM może podsłuchać każdy, nawet amator z odbiornikiem SDR za 100 zł. Jakiś czas temu dostrzeżono ten narastający problem i NATO postanowiło się z nim zmierzyć, a w zasadzie europejska część NATO, bo Amerykanie stwierdzili, że oni mają najlepsze protokoły transmisyjne oraz szyfrujące i nie będą się zniżali do współpracy z jakimiś inżynierkami ze starej, ledwo zipiącej Europy.

Tak narodziła się idea stworzenia wspólnego protokołu transmisyjnego dla nowych radiostacji nazwana EUROPEAN SECURE SOFTWARE DEFINED RADIO, w skrócie ESSOR. Europejczycy pomimo niechęci Amerykanów postanowili opracować coś, co będzie działało na każdej sojuszniczej radiostacji bez względu na producenta oraz zapewni w pełni zabezpieczony kanał łączności. No może nie na każde, bo Amerykanie mają lepsze, więc nie potrzebują ESSOR.

Jak to możliwe, że ESSOR zmusi różne radia do „mówienia” tym samym językiem? Tajemnica tkwi w dwóch skrótach: SDR i WF. Pierwszy z nich to Software Defined Radio, czyli radiostacja budowana wg filozofii w której to, jak działa radio nie wynika bezpośrednio z jego konstrukcji, ale z oprogramowania zapisanego w krzemowej pamięci urządzenia. Znaczna część tradycyjnych bloków radiostacji została tu zastąpiona oprogramowaniem i układami cyfrowymi. Drugi ze skrótów to Waveform, określenie ściśle związane z SDR opisujące sposób cyfrowej obróbki sygnału: zarówno w trakcie jego modulacji po stronie nadawczej jak i demodulacji po stronie odbiorczej. Waveform określa nie tylko jak zera i jedynki mają być poukładane w strumieniu danych przechodząc przez poszczególne warstwy systemu, ale również określa sposób szyfrowania oraz jak te dane mają być przesłane w postaci fali elektromagnetycznej.

Dzięki technologii SDR i WF w bardzo prosty sposób można zmienić sposób pracy radia, poprawić zabezpieczenia czy wymienić cały waveform, który mógł zostać „rozgryziony” przez przeciwnika. Wystarczy wgrać nowe oprogramowanie.

Tu warto zaznaczyć, że ESSOR nie jest jakimś programem-wydmuszką, bo dzięki naszemu udziałowi taki RADMOR/WB GROUP czy WIŁ realnie wykorzystują efekty tej europejskiej współpracy. Radiostacje rodzimej produkcji takie jak Comp@n, Perad, Guarana czy RRC-HF-Z czerpią całymi garściami z programu ESSOR. Nasze radia nie tylko przystosowane są do pracy z europejskimi waveformami, ale inżynierowie z kraju kwitnącej cebuli opracowali również swoje autorskie WF.

Udział Polski oraz polskich firm w ESSOR to olbrzymia szansa dla naszego przemysłu. Jest tylko jeden warunek: MON i SG WP muszą zrozumieć znaczenie posiadania własnych zdolności w zakresie łączności i kryptografii, a z tym niestety nie jest dobrze. Zapowiedzi Ministra Kosiniaka-Kamysza o lokowaniu połowy zamówień w polskim przemyśle obronnym możemy sobie włożyć między bajki. To tylko slogan wyborczy nastawiony na zjednanie sobie nowych wyborców. Doskonale widać to właśnie na przykładzie sprzętu łączności. Nasz WB/Radmor chwali się, że dostarczył już do SZ RP ponad 20 tys. radiostacji, ale potrzeby są ogromne i sięgają tysiąca sztuk nowego sprzęto rocznie!!! Przy takich zamówieniach WB mogłoby rozbudować linie produkcyjne i inwestować w rozwój już istniejących konstrukcji oraz opracowanie nowych radiostacji. Niestety, ale dział łączności WB to nadal manufaktura, bo MON i SG WP przyszłość naszej łączności widzi w sprzęcie zza oceanu. Od lat widać rosnące zainteresowanie i coraz większe zakupy systemów łączności od L3 Harris przy jednoczesnym ignorowaniu krajowych rozwiązań takich jak Comp@n czy Perad. Przykład? Afera ze sprzętem łączności na Borsukach – pierwsza partia 18 szt. będzie miała polskie radia, ale kolejne z pierwszej (i miejmy nadzieję nie ostatniej) umowy wykonawczej będą miały na pokładzie już sprzęt L3 Harris. Dlaczego? Argument kompatybilności z ewentualnym kontyngentem US Army jakoś do mnie nie trafia, szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Nawet gdyby Amerykanie zdecydowali się na stałą obecność znaczącego zgrupowania swoich wojsk w Polsce to będziemy kompatybilni tylko z nimi. Tyle że dziś nie mamy stałej obecności USA nad Wisłą, a administracja Prezydenta Trumpa jasno określiła swoje priorytety i Europa do nich nie należy.

Z natury nie jestem pesymistą, ale sytuacja w działce wojskowej łączności na naszym podwórku nie napawa mnie optymizmem. Idziemy w kierunku pełnego uzależnienia się od Amerykanów, a to oznacza wyrok śmierci dla krajowych rozwiązań i producentów, którym może zostaną jakieś okruszki ze stołu.

Ewentualne wyjście z ESSOR byłoby tragedią. Stracilibyśmy dostęp do najnowszych waveformów, brak bezpośrednich kontaktów z zachodnimi inżynierami poważnie ograniczyłby przepływ informacji o najnowszych rozwiązaniach, a nasi producenci nie mogliby konkurować z europejskimi konsorcjami, bo o Amerykanach nawet nie wspomnę. Dzięki ESSOR nasze radiostacje pozostają w grze i dla naszych producentów tli się jeszcze jakieś światełko nadziei w tunelu, którym pędzi wielki walec od L3 Harris.

Dlatego właśnie wiadomość o wygrzebaniu w Dzienniku Urzędowym MON Decyzji 117/MON z dnia 21 sierpnia 2025r. zagotowało we mnie krew. Przyznaję, trzeba było najpierw podrążyć temat głębiej, ale fakt jest taki, że nie bardzo było gdzie drążyć. W Dzienniku Urzędowym MON nie było nic więcej prócz anulowania decyzji o udziale Polski w ESSOR, na stronach Ministerstwa też nic nie można było znaleźć, a OCCAR ogłaszając nabór na stanowiska przy programie wskazuje, że mogą się o nie ubiegać osoby z krajów partycypujących w ESSOR nie wymieniając przy tym Polski (jak się okazuje z naszej winy, bo ktoś nie wysłał papierka z podpisem). Wybaczcie, ale sam MON dał paliwo do rozniecenia tego pożaru. Podstawowym błędem było wydanie dwóch oddzielnych decyzji: jednej o anulowaniu starej decyzja Nr 472/MON z dnia 17 października 2008 r. o udziale w ESSOR, którą opublikowano w Dz.U.MON i drugiej o nowym podziale kompetencji, która już takiej publikacji nie doczekała się i została ukryta przed opinią publiczną. To pokazuje jaki bałagan panuje w SG WP (pozdrawiam panów oficerów z ZWiD P6, którzy zamiast jednej decyzji przygotowali dwie osobne) oraz totalny brak polityki informowania społeczeństwa o działaniach resortu.

Biję się w pierś, moja qulpa, ale jednocześnie namawiam Was do przyglądania się działaniom MON oraz pilnowania naszych polityków i generałów, bo jak pokazuje życie zbyt wiele razy ich horyzonty myślowe i analizy sytuacji nie przekraczają granic własnego gospodarstwa czy sołectwa, choć powinni oni patrzeć na problemy z perspektywy państwa.

5
(7)

Czy wpis jest ciekawy?

Kliknij gwiazdki by ocenić.

Ocena średnia 5 / 5. Liczba głosów 7

Jeszcze nikt nie głosował. Bądź pierwszy i zgarnij kaszankę na ciepło!

Jeśli uważasz ten wpis za ciekawy...

Zapraszam na moje konto na Twitterze

Przykro mi, ale dałem z siebie całe 5%

Obiecuję poprawę.

Co mogę poprawić we wpisie/blogu?